
„Wino królów, król win” – czytamy na kontretykiecie butelki Tokaji Aszù 6 puttonyos. To tego węgrzyna cenił nade wszystko nasz Zagłoba...
Wina węgierskie zadomowione są na naszych stołach od kilku stuleci, współtworząc kulturę i estetykę smakową wykwintnej kuchni polskiej. Już w XIV w, kupcy węgierscy sprzedawali swoje wina Kazimierzowi Wielkiemu, a większość swoistych i będących naszą narodową chlubą dań mięsnych, silnie zrośniętych jest z węgierskim Cabernetem, Merlotem, czy Kadarką. O więziach polsko-węgierskich w tej dziedzinie świadczą również nazwy niektórych win, pochodzące od imienia polskiej księżnej Izabeli, córki królowej Bony, która zawdzięcza swą popularność na Węgrzech sprawiedliwym rządom w latach 1540-1552.
Nieco później, Wacław Potocki, wybitny poeta doby sarmatyzmu pisał:
„ Stąd przypowieść raczej szczera:
W Węgrzech się wino rodzi
A w Polszcze umiera”.
Węgrzy nadal pracują nad tym, by ich wina „umierały” w naszej ojczyźnie. Ten niewielki rolniczy kraj, dzięki jakości swych win zyskał sobie sławę i uznanie na całym świecie. Niemal każdy region ma w tej dziedzinie swoje tradycje: Okolice Sopron słyną z lekkich, świeżych win szczepu Zold Vetelini, Tramini, Kekfrankos, wokół jeziora Balaton powstają wytrawne i słodkie wina białe, zaś Wielka Nizina Węgierska dostarcza trunków, które równie dobrze smakują rano, jak i w południe czy późnym wieczorem. Nie można też zapomnieć o znakomitych tokajach, o których Bela Hamvas pisze w swej „Filozofii win” z wielką miłością:
„Tokaje należą do bardzo muzykalnych win. Kto chce ukryć chorobę – niech pije tokaj! Kobieta, która nosi pod sercem dziecko i marzy o wielkiej dla niego karierze – niech pije tokaj! Artysta, który ukończy swe dzieło niech święci owo udane zakończenie lampką tokaju!”